wspomnienie budowniczego kościoła Piusa X ś.p. ks Józefa Krawczyka - Rycerze Kolumba w Rudzie Sląskiej

wspomnienie budowniczego kościoła Piusa X ś.p. ks Józefa Krawczyka

 

(przedruk z gazetki parafialnej) 
BUDOWNICZY KOŚCIOŁA
I PIERWSZY PROBOSZCZ NASZEJ PARAFII
KS. JÓZEF KRAWCZYK urodził się 14 marca 1947 w Tychach, jako syn Pawła i Florentyny zd. Suchoń. W tyskiej parafii Św. Marii Magdaleny został ochrzczony 23 marca 1947 i bierzmowany 19czerwca 1959. Uczył się w Szkole Podstawowej Nr 1 w Tychach oraz w Niższym Seminarium Duchownym im. św. Jacka (do jego zamknięcia), a potem w Liceum Ogólnokształcącym im. L. Kruczkowskiego w Tychach. W 1965 wstąpił do Wyższego Śląskiego Seminarium Duchownego w Krakowie. Święcenia diakonatu przyjął 19 lutego 1972 w Krakowie z rąk bp. Józefa Kurpasa; święceń prezbiteratu udzielił mu bp Herbert Bednorz 30 marca 1972 w Katowicach.
Ks. Józef Krawczyk pełnił posługę duszpasterską najpierw na zastępstwie w parafii Św. Stanisława Biskupa i Męczennika w Suszcu, następnie jako wikariusz w parafiach: Chrystusa Króla w Hołdunowie (do 1975), Najśw. Serca Pana Jezusa w Bielsku-Białej (do 1979), Ścięcia św. Jana Chrzciciela w Rudzie Śl.-Goduli (do 1981) i Św. Józefa w Rudzie Śl. (do 1983). Był budowniczym kościoła i probostwa oraz organizatorem i pierwszym proboszczem parafii Św. Piusa X w Rudzie Śl. (1983-1993), a następnie proboszczem parafii Św. Małgorzaty Dziewicy i Męczennicy w Lyskach, gdzie pełnił także funkcję kapelana Domu Pomocy Społecznej p.w. św. Józefa. W dekanacie rudzkim pełnił funkcję wicedziekana.
W 2002 przeszedł na rentę; mieszkał początkowo w Lyskach, a od 2003 w Domu Opieki w Jakubowicach.
Zmarł 20 lutego 2012 w szpitalu w Kędzierzynie-Koźlu. Pochowany został w Parafii Św. Piusa X w Rudzie Śląskiej. (http://www.archidiecezja.katowice.pl/)
-----------------------------------------------------------------------------------------
Wszystkim parafianom którzy pofatygowali się i zechcieli podzielić się swoimi wspomnieniami i przeżyciami ze współpracy oraz wzrastania w wierze z Księdzem Proboszczem Józefem Krawczykiem, składamy serdeczne Bóg zapłać.
„Krawiec, ty tu będziesz faroszem, a jak umrzesz, tu będziesz pochowany…”
Pewnego dnia, jak zalewaliśmy fundamenty pod dolny kościół, przyjechał ks. bp Bednorz z grupą zagranicznych gości z Austrii i Szwajcarii. Zawołał nas wszystkich i ks. Krawczyka i powiedział do niego: „Krawiec (tak często mówił bp Bednorz do ks. Krawczyka), ty tu będziesz farorzem, a jak umrzesz, tu będziesz pochowany…”
Henryk Urban (rozmawiała Katarzyna Górecka)
--------------------------------------------------------------------------------
To był człowiek bardzo prosty, do przesady skromny. Wszystkim co miał, dzielił się z innymi – co miał to dał. Siebie stawiał zawsze na ostatnim miejscu, potrafił chodzić w dziurawych skarpetach, a jak był bardzo zmęczony, to nie szedł nawet do rodziny, u której mieszkał, ale spał na starych płaszczach w baraku przy kaplicy. Jadł z nami to co było, pamiętam wciąż jego zdanie: „aby jo ino mioł na tuste i na chlyb”.
Był to człowiek – przyłóż do rany, nigdy nikomu nie wyrządziłby krzywdy, zawsze do zgody, bezkonfliktowy. Z każdym się przywitał, z każdym porozmawiał, czy to był bogaty czy biedny. Był zadowolony z każdego, kto przyszedł pomóc na plac budowy, choćby przyszedł tylko w sobotę na godzinę. Każdego potrafił docenić i każdego chciał nagrodzić.
Nigdy nie pisał kazań, mówił szczerze, prosto, od serca i to do wszystkich trafiało.
Jak przyszedł transport cegły i trzeba było szybko rozładować, to jeździł na rowerze i zwoływał ludzi do rozładunku (mało kto miał telefon, nie mówiąc nawet o komórkach). Sam jeździł dziurawym „maluchem” (Fiat 126p), którym również woziliśmy cement… Kiedy trzeba było komuś pomóc, kogoś gdzieś zawieźć czy coś załatwić, zawsze oddawał kluczyki swojego auta i mówił: „Romku, jedźcie, załatwcie…”
Roman Sowa (rozmawiała Katarzyna Górecka)
--------------------------------------------------------------------------------
Wspomnienie ks. Krawczyka, które na stałe pozostało w mojej pamięci to jego szeroki, szczery uśmiech i wyciągnięta dłoń do powitania każdego, kto przechodził obok kościoła lub przyszedł z nim porozmawiać czy coś załatwić. Zawsze starał się pomóc, wysłuchać. Był bardzo życzliwy i otwarty na wszelkie inicjatywy ze strony parafian. Cieszył się każdym pomysłem i miał ogromne zaufanie do ludzi.
Chyba mogę powiedzieć, że wzrastałam w latach i w wierze wraz ze „wzrostem” murów tego kościoła. Byliśmy rocznikiem dzieci po I Komunii św. w maju 1982 r. kiedy miała miejsce uroczystość poświęcenia placu budowy. I przez kolejne lata miałam szczęście uczestniczyć i angażować się czynnie w życie tej parafii przy boku tego wspaniałego człowieka i Pasterza, jakim był ks. Krawczyk.
Szczególnie pamiętam moje lata „oazowe” pod czujnym okiem ks. Huberta Pasonia. Ks. Proboszcz miał do nas, młodych, wielkie zaufanie, był otwarty na wszelkie pomysły z naszej strony, zawsze dziękował za zaangażowanie, co jeszcze bardziej zachęcało nas do „działania”. Pamiętam, jak w niedziele o 9.00 spotykaliśmy się na salkach, by odmawiać jutrznię.
Któreś niedzieli ks. Krawczyk przyszedł, żeby nas pozdrowić i zapytał tak po prostu: „Dlaczego nie odmawiacie jutrzni w kościele z ludźmi?” No, i oczywiście od razu podjęliśmy temat i przenieśliśmy się do kościoła… Bardzo ceniliśmy sobie wspólny czas, który mogliśmy spędzać razem jako Dzieci Maryi, Oaza, Domowy Kościół, ministranci nie tylko na cotygodniowych spotkaniach formacyjnych, ale również przy stole, przy zabawie.